Jak nie zostałam rodzimowierczynią, czyli czego nie wiemy o słowiańskich bogach

Osoby, które mnie znają, wiedzą, że mam małego hopla (no dobra: prawdziwą obsesję) na punkcie wierzeń dawnych Słowian. Interesuję się głównie demonologią, ale staram się dowiadywać czegoś także o religii. Czytam tony słowiańskiej fantastyki (tytuły proszę podrzucać w komentarzach, bo wychodzi tego tyle, że nie nadążam), robię o niej prelekcje, chciałabym napisać powieść w tym klimacie, interesuję się też trochę rekonstrukcją wczesnego średniowiecza, ale rodzimowierczynią nie zostałam. Dlaczego?

Rekonstrukcja słowiańskiej świątyni na Wolinie
Rekonstrukcja słowiańskiej świątyni na Wolinie

Odpowiedź nie jest prosta i składają się na nią dwa aspekty. Pierwszy z nich to moja duchowość. Kiedy zrozumiałam, że Kościół Rzymskokatolicki nie jest miejscem dla mnie, początkowo nie chciałam się angażować w żadną zorganizowaną religię. Potrzebowałam od tego odpoczynku. Potem z kolei okazało się, że chyba już za późno na próbę dołączenia do jakiejś grupy wyznaniowej. Nie potrzebuję chyba (a przynajmniej w tym momencie) jakiegoś religijnego usystematyzowania, tak samo jak nie potrzebuję imion dla moich bogów. Najbardziej odpowiada mi oddawania czci siłom natury, a one nie wymagają imion i skodyfikowanych obrzędów.

Drugi aspekt dotyczy stanu wiedzy na temat wierzeń dawnych Słowian. I jest to dużo bardziej złożone, niż powszechnie się uważa. Zacząć należy od tego, że możemy tu podzielić ludzi (badaczy, zainteresowanych, wyznawców) na dwie grupy. Pierwsza – pod wpływem dzieła Aleksandra Gieysztora i dumezilowskiej teorii – uważa, że wiemy mnóstwo i właściwie całą religię Słowian udało się zrekonstruować. Druga grupa zaś – tu mamy zwolenników Henryka Łowmiańskiego – twierdzi, że nie wiemy właściwie nic. Ja stoję pośrodku: moim zdaniem wiemy bardzo dużo, ale nie mamy pojęcia, co z tego jest prawdą.

Jakiś czas wpadła mi w ręce książka Dariusza Sikorskiego pt. „Religie dawnych Słowian” i stała się dla mnie objawieniem. Sikorski opisuje bowiem wszystkie moje wątpliwości, które do tej pory były dla mnie tylko jakimś przeczuciem. Z tej książki nie dowiemy się, w co wierzyli Słowianie. Dowiemy się za to, dlaczego tak trudno to jednoznacznie określić. Sikorski w uproszczony sposób pokazuje większość błędów, które mogli popełnić badacze tematu. Omawia najważniejsza dzieła dotyczące wierzeń Słowian, przypomina ich recepcję, a jednocześnie pokazuje ścieżki, którymi krążyły umysły największych badaczy religii Słowian. Dzięki temu możemy wreszcie zrozumieć, dlaczego wśród znawców badaczy dominują tak skrajne postawy.

Ja sama stoję przy stwierdzeniu, że na tę chwilę nie potrafimy określić, jak naprawdę mogła wyglądać religia Słowian. Zbyt dużo jest niewiadomych, począwszy od samej definicji „religii”, którą obecnie postrzegamy po chrześcijańsku. Czy jej częścią była demonologia? Magia? Rytuały pogrzebowe? Może były to zupełnie inne sfery? Z tego powodu wolę też określenie „wierzenia Słowian” zamiast „religii”. Kolejnym problemem jest brak źródeł pisanych. To, co mamy, to informacje z drugiej (albo i trzeciej ręki) mocno zniekształcone przez brak znajomości języka, chrześcijańską interpretację, opieranie się na plotkach i pogłoskach. Owszem, możemy wyciągnąć bardzo wiele informacji np. z kroniki z Thietmara, ale musimy też mieć świadomość, że nasze wnioski mogą być zwyczajnie błędne. Mamy źródła archeologiczne, ale te są trudne do interpretacji, gdy nie towarzyszą im źródła pisane. Naukowcy wciąż się spierają, czy zabudowania znalezione na wrocławskim Ostrowie Tumskim to pozostałości świątyni czy raczej siedziby jakiegoś miejscowego księcia. Najlepszym narzędziem jest chyba językoznawstwo – dzięki utworzeniu i przetrwaniu języka staro-cerkiewno-słowiańskiego możemy zrekonstruować wiele pojęć, które dla Słowian były obce lub bliskie. I na tej podstawie możemy mieć jakiś ogląd na ich życie duchowe.

Woliński posąg boga Trygława
Posąg Trygława, który prawdopodobnie był czczony na Wolinie

Trudno zatem byłoby wyznawać mi religię, o której informacje są niepełne i niesprawdzone. Brakowałoby mi świętej księgi, bezpośrednich źródeł i opowieści. Owszem, są rekonstrukcje słowiańskich mitów (ostatnio całkiem sporo), ale to teksty współczesne, opierające się na różnego rodzaju podaniach i legendach. Źródła etnograficzne też są dyskusyjnym źródłem wiedzy o religii Słowian – czy przez 1000 lat mogły w nich przetrwać echa dawnych obrzędów? Niektórzy twierdzą, że tak. Inni są sceptyczni. Ja należę do sceptyków.

Ale jednocześnie jeżdżę po Polsce i szukam miejsc kultu (nawet jeśli są takimi tylko teoretycznie). Oglądam posągi i rekonstrukcje, wspinam się na Ślężę, marzę o obchodach Nocy Kupały. Chyba szukam w sobie rodzimowierczyni, ale na razie poszukiwania zajmują mnie tak bardzo i dają tak wiele satysfakcji, że jeszcze nie chcę dotrzeć do celu.

PS O tym, co wiemy o religii Słowian i jakich bogów mogli czcić, powstanie osobny wpis.